Informacje prasowe - MFK 2010

Informacje prasowe

O Joannie Jodełce w poznańskim  "Fakcie"

O laureatce NWK w "Gazecie Wyborczej Poznań"

Wywiad z Jo Nesbo w "Gazecie Wyborczej Wrocław"

O NWK w "Polsce Gazecie Wrocławskiej"

O "Wrocławiu zakochanym w kryminale" w "Polsce Gazecie Wrocławskiej"

 

 

W poznańskim "Fakcie" z 29 listopada ukazała się wzmianka o NWK dla Joanny Jodełki

Nagroda za kryminał

Joanna Jodełka dostała nagrodę na najlepszy kryminał. Książka "„Polichromia" została doceniona na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu. Opowieść o dwóch detektywach próbujących rozwikłać zagadkę morderstwa na poznańskim Solaczu to debiut pisarki. Joanna Jodełka jest absolwentką historii sztuki. Mówi, że na pomysł napisania książki wpadła, czytając kiepski kryminał. Na co dzień zajmuje się zarządzaniem hotelem.

AO

W "Gazecie Wyborczej Poznań" z 29 listopada ukazała się wzmianka o laureatce NWK


Kaliber dla Jodełki

Joanna Jodełka z Poznania zdobyła Nagrodę Wielkiego Kalibru dla najlepszej polskiej powieści kryminalnej ubiegłego roku. Nagrodę - 25 tys. zł ufundowane przez prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza - odebrała podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału, który trwa we Wrocławiu. Jury w składzie Witold Bereś, Piotr Bratkowski, Paweł Dunin-Wąsowicz, Marcin Maruta, Marta Mizuro, Zbigniew Mikołejko i Janina Paradowska nagrodziło Jodełkę za powieść „"Polichromia". To historia zabójstwa emerytowanego konserwatora zabytków w willi na Solaczu. Nagrodę Wielkiego Kalibru od 2004 roku przyznaje Stowarzyszenie Miłośników Kryminału i Sensacji "„Trup w Szafie" oraz Instytut Książki. W poprzednich edycjach wyróżniono m.in. Marka Krajewskiego za „"Koniec świata w Breslau" oraz Marcina Świetlickiego za „"Dwanaście".

Joanna Jodełka urodziła się w Siedlcach, ale mieszka w Poznaniu. Jest absolwentką historii sztuki UAM.

GRAD

W "Gazecie Wyborczej Wrocław" z 29 listopada ukazał się tekst o wręczeniu Nagrody Wielkiego Kalibru

Wielki Kaliber dla poznanianki Joanny Jodełki

Nagrodę dla najlepszego polskiego kryminału ostatniego roku odebrała w sobotę podczas uroczystej gali Międzynarodowego Festiwalu Kryminału Joanna Jodełka za książkę „"Polichromia". Poznańska pisarka jest historykiem sztuki, a inspirację do swojej powieści zaczerpnęła z własnej pracy doktorskiej. Punktem wyjścia jest zagadkowe morderstwo, którego ofiarą pada emerytowany konserwator zabytków. Śledczy znajdują na miejscu zbrodni zagadkowe łacińskie sentencje. Wkrótce pojawiają się kolejne ofiary, a policji w rozwiązaniu zagadki pomaga specjalistka od symboliki chrześcijańskiej. Na co dzień Joanna Jodełka pracuje w jednym z poznańskich hoteli. Już przygotowuje nad kolejną powieść i scenariusz filmowy. Wraz z wyróżnieniem autorka „"Polichromii" otrzymała 25 tyś. zł. Do nagrody nominowano siedem książek: oprócz nagrodzonej „"Morderstwo w La Scali" Tomasza Piątka, ,,0rchideę" trojga autorów: Marcina Swietlickiego, Gai Grzegorzewskiej i Irka Grina, „"Perkalowego Dybuka" Konrada T. Lewandowskiego, „"Ucieczkę z Festung Breslau" Andrzeja Ziemiańskiego, „"Sekret Kroke" Małgorzaty Fugiel-Kuźmińskiej i Michała Kuźmińskiego oraz „"Róże cmentarne" Marka Krajewskiego i Mariusza Czubaja. Wielki Kaliber jest przyznawany od roku 2004. Jego pierwszym laureatem był Marek Krajewski za książkę „Koniec świata w Breslau". Festiwal Kryminału potrwa do czwartku.

MAG

W "Gazecie Wyborczej Wrocław" z 29 listopada ukazał się wywiad z Jo Nesbo autorstwa Magdy Piekarskiej

Piszesz - rządzisz

- Kiedy dowiedziałem się o tej nagrodzie, na początku się przestraszyłem. Wydawało mi się, że laury za całokształt przyznaje się twórcom, którzy znaleźli się na samym szczycie i teraz czeka ich tylko droga w dół. Ale brat mnie pocieszył, że mogę spać spokojnie, bo po takim wyróżnieniu krytycy nie mi już nie mogą zrobić - mówił Nesbo. Do Polski przyjechał po raz pierwszy, ale jako nastoletni piłkarz był fanem Grzegorza Laty i Zbigniewa Bońka.

Magda Piekarska: Czy noc polarna pomaga w pisaniu?

Jo Nesbo: Tak naprawdę w Oslo, gdzie mieszkam, nie mamy nocy polarnej. Mam wrażenie, że ciemność zimą zapada tylko odrobinę wcześniej niż dziś we Wrocławiu [rozmawialiśmy w sobotę - przyp. red.]. Ale na pewno w Skandynawii spędzamy po ciemku więcej czasu niż gdziekolwiek indziej w Europie. Może dlatego opowiadanie historii jest dla nas czymś naturalnym. Od setek lat jakoś trzeba było wypełnić czas po zapadnięciu zmroku. Zarówno mój dziadek, jak i ojciec byli znakomitymi opowiadaczami. Ja też uwielbiałem wymyślać historie, jeszcze zanim zacząłem je spisywać.

M.P.: Pamięta pan pierwszą z nich?

J.N.: Niestety nie. Ale na pewno była o duchach. Kiedy byłem dzieciakiem, uwielbiałem je opowiadać kolegom. Słuchali mnie w napięciu, chociaż często to ja byłem najmłodszy w grupie. Kiedy dochodziło do najbardziej dramatycznych szczegółów, okazywało się, że jestem bardziej przerażony od moich słuchaczy.

M.P.: Gdy oglądam thrillery i horrory, zasłaniam sobie w kulminacyjnych momentach oczy. Podczas lektury pana książek też miewałam taką pokusę. U pana nawet zwykły śniegowy bałwan budzi grozę. Nie zdarza się panu bać się tego, co pan napisał?

J.N.: Zdarzało mi się zachowywać w kinie dokładnie tak samo. Prawdopodobnie przyczyną jest bujna wyobraźnia, która sprawia, że film staje się zbyt rzeczywisty. Kiedy piszę, ten strach mnie omija, ponieważ wiem, jak historia dalej się potoczy. Mam ją w głowie, wymyśloną, więc mogę się odprężyć - nie zamykać oczu i nie krzyczeć do bohatera: „"Nie, Harry, nie idź tam!".

M.P.: Zanim zaczął pan pisać, był pan m.in. piłkarzem i finansistą. Zastanawiam się, czy tych dziedzin - sportu, biznesu, literatury - coś nie łączy. Choćby strategia.

J.N.: Nie w moim przypadku. Na pewno sport i literatura mogą mieć pod tym względem coś wspólnego, pod warunkiem jednak, że jesteś trenerem, a nie piłkarzem, członkiem drużyny, który ma określone zadanie do wykonania i cudzą strategię do spełnienia. W literaturze to ty rządzisz, ustalasz reguły.

M.P.: To dlatego zaczął pan pisać?

J.N.: Gdybym miał odpowiedzieć szczerze na pytanie, dlaczego piszę, powiedziałbym, że to reakcja zwrotna. Dorastałem w domu moli książkowych - mama była bibliotekarką, ojca wciąż widziałem z książką w ręku. Nasiąkałem lekturami od dzieciństwa. W pewnym momencie pojawiła się potrzeba, żeby odpowiedzieć na nie własną historią. Zastanawiałem się, czy mam do przekazania coś na tyle istotnego, że wystarczy na taką odpowiedź. Kiedy uznałem, że tak, zacząłem pisać...

W dzienniku "Polska Gazeta Wrocławska" z 29 listopada ukazał się artykuł o Nagrodzie Wielkiego kalibru autorstwa Jacka Antczaka

Wielki Kaliber już przyznany

- Wszystko zawdzięczam twórcom Międzynarodowego Festiwalu Kryminału i Markowi Krajewskiemu, który sprawił, że ten gatunek zyskał taką popularność - powiedziała Joanna Jodełka, odbierając z rąk wiceprezydenta Wrocławia czek na 25 tysięcy złotych za napisanie najlepszego kryminału roku. - Przeczytałam kilka lat temu zbiór opowiadań „"Trupy polskie" i pomyślałam, że choć dotąd nie napisałam ani jednego tekstu literackiego, to mogłabym napisać powieść kryminalną. Intrygę oparłam na swojej pracy magisterskiej o sztuce baroku - powiedziała autorka „"Polichromii", której debiut uznano za najlepszy kryminał roku i w sobotę uhonorowano Nagrodą Wielkiego Kalibru.

Joanna Jodełka, której kryminał pokonał powieści tak doświadczonych twórców, jak duet Krajewski & Czubaj czy trio Świetlicki/Grzegorzewska/Grin, to absolwentka historii sztuki na uniwersytecie w Poznaniu. Autorka pracuje w branży hotelowej, zajmuje się cateringiem. Jej kryminał - wydany przez niewielkie lokalne wydawnictwo TimeMachine, zajmujące się albumami o sztuce i historii Poznania - zaczyna się od znalezienia zwłok emerytowanego konserwatora zabytków w mieszkaniu w najdroższej dzielnicy stolicy Wielkopolski. Przy tych i kolejnych zwłokach policjanci znajdują zagadkowe łacińskie sekwencje. Do śledztwa przystępują komisarze Maciej Bartol i Piotr Lentz...

- Jury doceniło to, że u Joanny policjanci prowadzący śledztwo wyjątkowo nie są alkoholikami - żartował mecenas Marcin Maruta z jury, nawiązując do ulubionego nałogu bohaterów wielu współczesnych powieści detektywistycznych. Honorowego Kalibra za całokształt twórczości odebrał we Wrocławiu Jo Nesbo, a wręczający nagrodę wiceprezydent Wojciech Adamski powiedział, że Rafał Dutkiewicz jest chory i prosi o poinformowanie norweskiego powieściopisarza, iż jest jego wielkim fanem, więc gdyby jutro umarł, to przez tydzień, gdy i tak w mieście rządzą autorzy kryminału, Nesbo może zająć jego gabinet i zarządzać Wrocławiem. Dodał też, że Wrocław rozważa wprowadzenie kryminałów Marka Krajewskiego do kanonu lektur.

- Nastąpiła zamiana, pan jest we Wrocławiu, a Marek Krajewski pojechał na spotkania autorskie do Norwegii - poinformował laureata honorowego wyróżnienia Irek Grin, szef festiwalu.

Nesbo, odbierając nagrodę, powiedział, że po nagrodzie za całokształt już żaden krytyk nie będzie mógł się przyczepić. Stwierdził też, że jego pierwsze związki z Polską datują się na 1974 r. Był wtedy piłkarzem i nigdy nie zapomni tego, co robili na boiskach Grzegorz Lato i Jan Tomaszewski. W kuluarach największą furorę robił jednak... najsłynniejszy polski milicjant, czyli Borewicz (Bronisław Cieślak). Rodzimy 07 zgłosił się do Wrocławia, by wziąć udział w debacie o peerelowskich kryminałach.


W dzienniku "Polska Gazeta Wrocławska" z 29 listopada ukazała się zapowiedź festiwalowej debaty autorów skandynawskich.

Uwaga! Dziś potop

Potop skandynawski. Ale spokojnie - tylko w Literatce (Rynek 56), gdzie od godziny 19 Szweda Monsa Kallentofta, Islandczyka Stefana Mâniego i Fina Taaviego Soininvaarę będzie przepytywał (na okoliczność zbrodni - tych popełnionych i tych dopiero knutych) Polak Mariusz Czubaj. Wszystko, rzecz jasna, w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału. Pierwszy z wymienionych panów właśnie debiutuje na polskim rynku książkami „"Ofiara w środku zimy" i „Śmierć letnią porą" (obie mogą Państwo wygrać w naszym konkursie, szczegóły poniżej), w których rozwiązywanie zagadek powierzył komisarz Malin Fors - samotnej matce po przejściach, która pije za dużo tequili i uprawia za dużo ostrego seksu ze swoim kochankiem, dziennikarzem miejscowej gazety. Drugi z gości, Stefan Mâni, to autor wydanej w październiku książki „"Statek" - thrillera z marynarzami w roli głównej, którego stanowczo nie powinny czytać przed snem osoby z chorobą morską. Ostatni z trójki - Soininvaara - to z kolei mistrz powieści sensacyjnych, w których pełno polityki i nieczystych interesów podejrzanych typów. Fin przyjechał do Polski promować swoją książę "„Wirus Ebola w Helsinkach".

Justyna Kościelna


W dzienniku "Polska Głos Wielkopolski" z 29 listopada ukazał się tekst o laureatce NWK.

Debiut Wielkiego Kalibru

Joanna Jodełka, autorka powieści „"Polichromia", otrzymała Nagrodę Wielkiego Kalibru za najlepszą powieść kryminalną wydaną w 2009 roku. Nagrodę wręczono autorce w sobotę na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu. Joanna Jodełka mieszka w Poznaniu. Ukończyła historię sztuki na UAM. Pisać zaczęła pod wpływem impulsu wewnętrznego niedawno, dość niespodziewanie. I pisze nadal. Rozmawiając z nią w minionym tygodniu, nie kryła, że wielkim zaszczytem jest dla niej nominacja do tej nagrody i nie spodziewa się niczego więcej.

- To był szok, zaskoczenie, trudno mi wręcz uwierzyć, że moja powieść kryminalna została uznana za najlepszą w Polsce w 2009 roku - mówiła rozradowana Joanna Jodełka po uroczystości wręczenia nagrody.

Wśród tegorocznych nominowanych obok powieści Jodełki było jeszcze sześć innych książek: „"Morderstwo w La Scali" Tomasza Piątka, „"Orchidea" Marcina Świetlickiego, Gai Grzegorzewskiej i Ireneusza Grina, „"Perkalowy dybuk" Konrada T. Lewandowskiego, „"Róże cmentarne" Mariusza Czubaja i Marka Krajewskiego, „"Sekret Kroke" Małgorzaty Fugiel-Kuźmińskiej i Michała Kuźmińskiego, „"Ucieczka z Festung Breslau" Andrzeja Ziemiańskiego. Nagrodę w wysokości 25 tys. złotych ufundował prezydent Wrocławia.

Nagroda Wielkiego Kalibru przyznawana jest od 2004 roku. Pierwszym laureatem był Marek Krajewski za powieść „"Koniec świata w Breslau".

SDR

W dzienniku "Polska Gazeta Wrocławska" z 27 listopada ukazał się tekst Jacka Antczaka

Wrocław zakochany w kryminale

,,-Oto już Wrocław. Kolebka polszczyzny. To miasto (...) piękniejące nad wyraz i bez umiaru (...) Stolica polskiego kryminału. Miejsce, w którym rozkwitał i wciąż rozkwita Lech Janerka z żoną Bożeną. Miejsce, gdzie można spotkać Macieja Żurawskiego, nie piłkarza, ba, nawet Mirosława Spychalskiego - rozmarzył się Mistrz na wysłużonym, z lekka zaniedbanym, oblepionym wrocławskim i zamiejscowym brudem peronie, depcząc tablicę upamiętniającą śmierć Zbigniewa Cybulskiego, bo przez tyle lat nikt nie postarał się jej nawet oświetlić".

Mistrz (detektyw z przypadku) wraz z Julią Dobrowolską (seksowną prywatną detektyw) i Józefem Marią Dyduchem (detektywem - byłym dominikaninem) dotarli do Wrocławia pociągiem. Od środy niemal nie wychodzą z wrocławskiego Rynku, krążąc miedzy kawiarniami Puzzle i Literatką, zahaczając o kino Lalka. Dziś - w sobotę - mają szansę, by prezydent Rafał Dutkiewicz nagrodziłi ch sporą sumką za to, że odnajdują sprawców zbrodni. Te trzy postacie to bohaterowie cykli powieści kryminalnych trzech autorów z Krakowa: Gai Grzegorzewskiej, Marcina Świetlickiego i Irka Grina. Cytat pochodzi z opowiadania pt. „"Sample", które napisali wspólnie, łącząc w nim postaci ze swoich autorskich powieści, podobnie jak zrobili w kryminale pt. "„Orchidea", nominowanym do tegorocznej Nagrody Wielkiego Kalibru za kryminał roku. Rozstrzygnięcie konkursu Międzynarodowego Festiwalu Kryminału - dziś wieczorem.

„"Mistrz (...) rozanielił się. Być może sprawił to fakt, że właśnie oto po wielu latach powracał do miasta Wrocławia, w którym mieszkała jego pierwsza miłość. Niewielka z postury. Wielkiego serca. Ileż on się najeździł do tego miasta we wczesnych latach osiemdziesiątych! Ileż udanych stosunków, tu, na ulicy Księcia Witolda, odbyć mu było dane! Ze dwa."

Marcin Świetlicki, jeden z najsłynniejszych polskich poetów, lider rockowych „"Świetlików" i autor trzech bestsellerowych powieści kryminalnych („"Dwanaście", "„Trzynaście", "„Jedenaście"), przyznaje szczerze, żewspomnienia jego bohatera nie są fikcją literacką.

- Był rok 1980, miałem 19 lat i bywałem we Wrocławiu częstym gościem. Miałem tu dziewczynę. Niewielkiej postury - ujawnia. Co robili przy Księcia Witolda, nie musi dodawać. Napisał.

Gaja Grzegorzewska (autorka trzech powieści o przygodach Julii Dobrowolskiej) też wpadała do Wrocławia jako nastolatka. Na koncerty hiphopowe. Niewiele z tych wypraw pamięta. W ubiegłym roku -akcja opowiadania toczy się w roku 2009 - była tu przez tydzień na festiwalu kryminału. Krążyła na trasie Art Hotel (gdzie spała) - kawiarnia Literatka (imprezy festiwalowe) - ul. Włodkowica (gdzie w Mleczarni prowadziła warsztaty literackie dla młodych autorów kryminałów).

-Muszę się teraz porozglądać. i patrzeć pod nogi, bo wszyscy mówią i piszą o tych krasnoludkach, a ja jeszcze żadnego nie spotkałam - tłumaczy. Niebawem do księgarń ma trafić antologia opowiadań "„Zakochani we Wrocławiu". Znamy już jej fragmenty.

"Obeszli kilka razy Rynek, podziwiając gołębie, które w odróżnieniu od krakowskich gruchały płynnie po niemiecku i były jakieś takie lepiej odżywione. Minęli pomnik Fredry, tutejszego ichniego Mickiewicza. Poszli pod pręgierz i wzorem wielkiego polskiego pisarza dotknęli pregierza, by poczuć energię miasta''.

Irek Grin, pomysłodawca i od 7 lat szef Międzynarodowego Festiwalu Kryminału oraz autor kilku powieści kryminalnych, jest Wrocławiem zafascynowany. Choć w opowiadaniu jego bohater Dyduch nie wymienia nazwiska prezydenta stolicy Dolnego Śląska, to sam Grin wciąż porównuje go do prezydenta Krakowa:

- Jacek Majchrowski ma w Krakowie patronat nad wszystkim, także nad festiwalem pierogów i spotkaniami chorych na cukrzycę. Zupełnie nie zna się na kulturze, w ogóle na mało czym się zna, więc nic dziwnego, że w spisie artystów Krakowa nie ma nawet Marcina Świetlickiego. Pod względem oferty kulturalnej, bo o inwestycjach nie potrafię nic powiedzieć, Wrocław bije Kraków na głowę.

Grin obiecuje, że Międzynarodowy Festiwal Kryminału będzie do roku 2011 największą tego typuimprezą w Europie, już po ubiegłorocznej pierwszej edycji o Wrocławiu w samych superlatywach pisały gazety w całej Skandynawii - to dzięki słynnemu znawcy kryminałów, szwedzkiemu krytykowi, Bo Lundinowi, który doskonale bawił się na ubiegłorocznej edycji imprezy.

- Kto wie, może niebawem o Wrocławiu i o Polsce będzie się pisało jako drugiej, poza Szwecją, stolicy kryminałów w Europie-mówi Johan Theorin, pisarz uhonorowany niedawno przez Szwedzką Akademię Kryminału za najlepszą powieść roku, a dziś spacerujący po Ostrowie Tumskim. Wkrótce dowiemy się też, do jakiego stopnia uczuciem darzą Wrocław pisarze z całej Polski. Antologia opowiadań „"Zakochani we Wrocławiu" niebawem trafi do drukarni - ukaże się na walentynki.

- Mogę tylko powiedzieć, że są świetne i bardzo zróżnicowane. Stefan Chwin z Gdańska jest na przykład zachwycony krasnalami, które spotkał na drodze, a bohaterowie warszawiaka Krzysztofa Vargi przeklinają, kiedy się o nie potykają - opowiada redaktor tomu, Irek Grin. A w opowiadaniu kryminalno-milosnym z tomu jego bohater czyta naszą gazetę.

"„Może zanim ta pani przejdzie - zagaił nieśmiało Józef Maria Dyduch - porozmawiajmy chwilę o miłości. Przecież jesteśmy we Wrocławiu, a Wrocław to, jak czytałem w miejscowej gazecie - miasto Miłości, Równości i Braterstwa".

Jacek Antczak


W dzienniku "Polska Głos Wielkopolski" z 26 listopada ukazał się wywiad z Joanną Jodełką autorstwa Stefana Drajewskiego


Stefan Drajewski: Jak Pani przyjęła wiadomość o nominowaniu "„Polichromii", Pani debiutanckiej książki, do Nagrody Wielkiego Kalibru przyznawanej na Festiwalu Kryminału we Wrocławiu?

Joanna Jodełka: Z wielkim zaskoczeniem. Rok temu uczestniczyłam w tym niesamowitym festiwalu jako debiutantka. Nie myślałam, że rok później zostanę zaproszona tam w zupełnie innym charakterze. Na tym festiwalu panuje fantastyczna atmosfera, chociaż raczej zdominowana przez męski świat.

S.D.: Jest Pani nominowana w doborowym towarzystwie: Tomasz Piątek, Marcin Świetlicki, Gaja Grzegorzewska, Irek Grin, Konrad T. Lewandowski, Mariusz Czubaj i Marek Krajewski, Małgorzata Fugiel-Kuźmińska i Michał Kuźmiński, Andrzej Ziemiański.

J. J.: Nie ukrywam, że trochę mnie to deprymuje. Większość nominowanych ma już spory dorobek pisarski, uchodzą za rasowych „"kryminalistów". Podejrzewam, że nominowanie powieści debiutanckiej jest działaniem na wyrost.

S.D.: Nie przesadzajmy. Historia literatury zna przypadki genialnego debiutu i potem ciszy, czego Pani nie życzę.

J.J.: Ale to są już poważne męskie gry. Dotyczy książki pisanej wiele lat w określonym stanie ducha, który już się więcej nie powtórzy.

S.D.: Czy powieść „Polichromia" zmieniła Pani życie?

J.J.: W pewnym stopniu tak. Niemalże natychmiast po ukazaniu się powieści otrzymałam zaproszenie z Wydawnictwa WAB do napisania opowiadania do antologii opowiadań kryminalnych. Wkrótce potem dostałam propozycję napisania powieści. Aktualnie pracuję nad ostatnimi poprawkami, ponieważ książka ma się ukazać w styczniu. Będzie nosić tytuł "„Grzechotka".

S.D.: To będzie kolejny kryminał?

J.J.: Prawdę powiedziawszy, nie przykładam wagi do podziałów gatunkowych. W wydawnictwie redaktorzy i recenzenci wewnętrzni orzekli, że jest to bardziej thriller. To opowieść z zagadką, która rozgrywa się również w Poznaniu.

S.D.: Rozumiem Pani wątpliwości gatunkowe. Dla mnie „Polichromia" jest tak samo kryminałem, jak powieścią obyczajową.

J.J.: Kryminał jako gatunek stał się bardziej pojemny niż kiedyś. Chociaż sama bardzo lubię dochodzenie, szukanie śladów, rozwiązywanie kryminalnych rebusów, to dużą wagę przywiązuję do motywacji psychologicznych moich bohaterów, tego, co się dzieje dookoła nich... Redaktor mrocznej serii w Wydawnictwie WAB Filip Modrzejewski w rozmowach o „Grzechotce" nazwał moje pisanie „Jodełkową melancholią".

S.D.: Mówi się, że autor w pierwszej książce sprzedaje siebie. Ile w „Polichromii" jest z Joanny Jodełki?

J.J.: Trudno w tej powieści odnaleźć mnie osobiście, ale nie ukrywam, że obdarzyłam swoich bohaterów pewnymi własnymi doświadczeniami. Wykorzystałam moją pracę magisterską. Pisałam ją o konkretnej polichromii kościelnej, która ułatwiła mi porządkowanie kompozycyjne tej kryminalnej historii. Ksawery Rudzik nie jest mi zupełnie obcy, bo mam na swoim koncie doświadczenia związane z pośrednictwem sprzedaży nieruchomości. Ba, mam nawet stosowne uprawnienia. W powieści, która czeka na wydanie, nie będzie już sztuki.

S.D.: Dlaczego jako miejsce akcji swoich książek wybrała Pani Poznań?

J.J.: Poznań jest tłem. Nie traktuję miasta jako topografii. Trudno byłoby z moimi książkami wędrować jak z przewodnikiem. Interesuje mnie klimat miejsca, co widać bardzo wyraźnie w przypadku Sołacza. Te wysokie drzewa, stare wille i obok nich nowe. Ten spokój, który pozwala się zapomnieć w wielkim mieście. Sugestywność tego tła na tyle zdominowała powieść, że czytelnicy zapominają o tym, iż ona rozgrywa się również w wielu innych miejscach, także poza Poznaniem.

S.D.: Spodobało się Pani pisanie?

J.J.: Bardzo. Chciałabym z tego uczynić zawód. Dostałam stypendium scenariusza z Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej za napisanie scenariusza o Piłsudskim. Mam nadzieję, że może ktoś zainteresuje się tym tematem, nieco lżejszym, jak już powstaną wszystkie poważne filmy o Piłsudskim. To kolejny ważny dla mnie sygnał, więc zapisałam się na studia scenopisarskie. Nie ukrywam, że dałam sobie czas na pisanie. Jeśli się nie uda, będę szukała innego zajęcia dla siebie. Na razie wiele się dzieje. Mam pomysły na nowe opowieści, otrzymuję drobne propozycje z filmu. Aktualnie pracuję nad cudzym scenariuszem, poprawiam dialogi. Film ten będzie związany z Poznaniem.

S.D.: Ma Pani pomysł na kolejny kryminał?

J.J.: Oczywiście. Czeka w głowie, ale najpierw muszę dokończyć wszystkie inne zajęcia. Akcja będzie się rozgrywać także w Poznaniu.

 

Gazeta Wyborcza Wrocław, 26 listopada

Trup we Wrocławiu

Wystartował przedwczoraj, o czym świadczą zdjęcia z miejsc zbrodni, zdobiące kawiarnię Literatka w Rynku. Na festiwalu zdążyliśmy już powitać pierwszego gościa ze Skandynawii, Johana Theoriną i zaczytaćsięwpierwszej ksiażkowej premierze („"Wierszy noir" autorstwa polskich poetów). Ale największe atrakcje wciąż przed nami. W sobotę pojawi się Jo Nesbo, największa gwiazda festiwalu i żywy dowód na to, że grozi nam skandynawski potop. Nesbo wydał już kilka książek w Polsce i każdy po sięgnięciu po jedną z nich przyzna, że są jak narkotyk. Norweg jest mistrzem w kreowaniu mrocznej atmosfery i sposobów na zadawanie cierpienia, o których - mam wrażenie - nie śniło się nawet najokrutniejszym seryjnym mordercom. Stworzony przez niego obdarzony analitycznym umysłem inspektor Harry Hole jest jak doktor House kryminału. Ma skłonność do alkoholu, narkotyków, ale zawsze znajdzie się jakaś sanitariuszka, która ruszy mu na pomoc po to,by mógł znów uratować świat przed kolejnym seryjnym mordercą.

Spotkanie z Nesbo jutro o godz. 19 w Przestrzeni Muzycznej Puzzle (Kamienica Artystyczna, Przejście Garncarskie 2) poprowadzi Piotr Bratkowski. Jutro też dowiemy się, kto będzie laureatem Nagrody Wielkiego Kalibru, do której nominowano siedem książek. Ciekawie zapowiada się kryminalna niedziela. Już o godz. 17 w Puzzlach przeniesiemy się w czasy PRL-u, kiedy kwitła powieść milicyjna, a dobry komisarz walczył ze złymi przeciwnikami systemu. Dwie godziny później w tym samym miejscu o kryminalnych zagadkach Wrocławia opowiedzą specjaliści kryminolodzy. W poniedziałek w kawiarni Literatka ciąg dalszy skandynawskiego potopu - spotkanie z Monsem Kallentoftem, Stefanem Manim i Taavi Soininvaara o godz. 19 poprowadzi Mariusz Czubaj. O 20.30 w Puzzlach o kulisach swojej pracy opowiedzą dziennikarze śledczy. Naprawdę gorąco zrobi się we wtorek, kiedy o godz. 21 w tym miejscu staną naprzeciwko siebie literaci i zawodowcy, czyli żywi i prawdziwi gliniarze.

Magda Piekarska

 

W "Gazecie Wyborczej Wrocław" z 25 listopada ukazał się tekst Magdy Piekarskiej

Festiwal ciężkiego kalibru

Zbrodnie największego kalibru, seryjni mordercy, superinteligentni śledczy i intrygi, od których nie sposób się oderwać - we Wrocławiu rozpoczyna się dziś Festiwal Kryminału.

Nie da się ukryć - dobrze napisany kryminał ma w sobie to coś, co sprawia, że sięgamy po niego jak po narkotyk. A jak można wywnioskować z nazwisk gości zaproszonych na festiwal, uzależnia także pisanie. Wśród autorów są bowiem uniwersytecki profesor, krytycy literaccy, poeci, dziennikarze. Stefan Mani z Islandii, autor „Statku", zanim zabrał się za twórczość, był m.in. robotnikiem, stróżem i cieślą. Często zaczyna się od przypadku - Joe Nesbo miał być piłkarzem, a dzięki powieści napisanej podczas wakacji rozpoczął światową karierę. Dziś ma na koncie 11 książek (wszystkie trafiają na listy bestsellerów) i tytuł króla norweskiego kryminału. Nesbo, Helena Sekuła, Marcin Świetlicki, Johan Theorin, Mariusz Czubaj - lista gości tegorocznej edycji festiwalu liczy kilkadziesiąt nazwisk. I nie jest to jedyny argument, dla którego warto wziąć udział w imprezie. Towarzysząjej wystawy (o polskich seryjnych mordercach i pejzażach kryminalnej Szwecji), przeglądy filmów zarówno tych dokumentalnych, jak i fabularnych (w tym roku królują kryminały z krajów RWPG), panele dyskusyjne - podczas j ednego z nich oko w oko staną literaci i najprawdziwsi policjanci. Już w sobotę poznamy laureata tegorocznej Nagrody Wielkiego Kalibru, przyznawanej za najlepszą Joe Nesbo, największa gwiazda Festiwalu Kryminału powieść kryminalną. Honorowe wyróżnienie zostało już przyznane Norwegowi Joemu Nesbo za całokształt twórczości, w sobotę poznamy nazwisko (lub nazwiska - kryminały często pisze się parami, a nawet trójkami) polskiego laureata. Do nagrody nominowano siedem książek, wśród autorówjest dwóch wrocławian - Marek Krąjewski, autor napisanej wspólnie z Mariuszem Czubajem książki „Róże cmentarne" (historia pogoni za seryjnym mordercą powtarzającym schemat zbrodni sprzed lat), i Andrzej Ziemiański, wyróżniony za „Ucieczkę z Festung Breslau" (wojna wywiadów i wielki przekręt w ogarniętym wojenną zawieruchą Breslau). Pozostali nominowani to: Tomasz Piątek za „Morderstwo w La Scali" (śledztwo w tytułowej sprawie prowadzi mieszkająca w Mediolanie Bry-tyjka), Marcin Świetlicki, Gaja Grze-gorzewska i Irek Grin za „Orchideę" (trzy w jednym: pastisz kryminału, wariacja na temat powieści w odcinkach, książka o pisaniu książki), Konrad T. Lewandowski za „Papierowego dybuka" (kolejne śledztwo nadko-misarza Drwęckiego, tym razem ze współudziałem Juliana Tuwima), Joanna Jodełka za „Polichromię" (ofiarą mordu pada poznański konserwator zabytków) oraz Małgorzata Fu-giel-Kuźmińska i Michał Kuźmiński (Kraków w przededniu II wojny światowej: zamachy na żydowskich antyk-wariuszy, nożownik z Warszawy i nazistowski szpieg). Festiwalowe spotkania będą odbywały się w kawiarni Literatka w Rynku i klubie muzycznym Puzzle (Przejście Garncarskie 2). Niewykluczone jednak, że za rok impreza znajdzie idealną oprawę - Janusz Domin, właściciel Literatki, i Irek Grin, szef festiwalu, chcą otworzyć kryminalną księgarniokawiarnię, w której po zmroku ma panować klimat rasowej spelunki.

W Przekroju nr 47 (23 listopad 2010) ukazała się zapowiedź Międzynarodowego Festiwalu Kryminału

Dreszcz, wiersz, mrok

Międzynarodowy Festiwal Kryminału będzie w tym roku huczny. Oprócz gwiazd zagranicznych (Theorin, Nesbo), krajowej czołówki kryminalnych zawodowców i amatorów oraz kapitalnego przeglądu filmowych dokumentów i - uwaga! - mrocznych fabuł z krajów RWPG, oprócz wykładów, warsztatów, dyskusji i wreszcie gali Nagrody Wielkiego Kalibru zaplanowano także skromny benefis sztuki pisania kryminalnych poezji.

całość w tygodniku Przekrój z 23 listopada 2010

 

W "Gazecie Wyborczej Wrocław" z 25.11.2010 ukazał się tekst Agent 07 i inni, czyli kryminały z PRL-em w tle

 

Bronisław Cieślak, czyli agent 07, Ryszard Ćwirlej, autor "Upiorów spacerujących nad Wisłą", i Helena Sekuła, królowa peerelowskiego kryminału, będą bohaterami niedzielnego spotkania w Literatce. Debatę zatytułowaną "Kryminał a sprawa peerelowska" poprowadzi Wojciech Orliński.
Most Piaskowy

Pierwsze powieści kryminalne, autorstwa Jerzego Edigeya, Edmunda Niziurskiego, Heleny Sekuły czy Barbary Gordon pojawiły się w Polsce Ludowej na fali odwilży roku 1956. Tyle że wtedy czytanie takich książek, pogardliwie traktowanych przez krytyków, było wstydliwą przyjemnością. Nic dziwnego, skoro w rolach przestępców oglądaliśmy najczęściej ówczesnych biznesmenów, spekulantów, paserów, cinkciarzy, szpiegów i sprawców nadużyć w państwowych przedsiębiorstwach, a w roli nieustraszonego stróża zasad rządzących socjalistycznym państwem występował niezmiennie porucznik Milicji Obywatelskiej. Po latach trzeba docenić kunszt autorów, którzy przy tak ograniczonych zasadach rządzących gatunkiem, byli w stanie stworzyć prawdziwe bestsellery, sprzedające się w setkach tysięcy egzemplarzy. Po latach wraca się do nich z sentymentem, a ceny poszczególnych pozycji na aukcjach internetowych osiągają ponad 100 zł. To zainteresowanie wykorzystują wydawcy - poznański Vesper wznawia opowiadania z tego nurtu pod wspólnym tytułem "Wzywam 07", a ich czytelnicy zrzeszają się Klubie Pasjonatów Powieści Milicyjnej MO-rd (wydają własnym nakładem antologię recenzji peerelowskich kryminałów, zawierającą także materiały o najpopularniejszych autorach).

Cieślak, aktor i dziennikarz, przez osiem lat poseł na Sejm, zasłynął rolą porucznika Sławomira Borewicza w serialu "07 zgłoś się", czyli polskiego Jamesa Bonda z MO. Ze słynnym agentem łączyła go słabość do płci pięknej. "Dziewczyny, droga pani, to ja lubię wytrawne" - powiedział w drugim odcinku, a w kolejnych potwierdzał w praktyce to wyznanie.

Helena Sekuła pracowała przez wiele lat w Milicji Obywatelskiej. Jako referent prasowy Komendy Głównej - ze złości na innych autorów nieudaczników - napisała "Tęczowy coctail". Po tej powieści poszły następne - dziś ma na koncie ponad 20 książek publikowanych pod własnym nazwiskiem i jako Helena Turbacz. Bohaterkami jej książek są najczęściej kobiety - w różnym wieku, z różnych środowisk, najczęściej na życiowym zakręcie. Wiele z jej książek dziś jest wznawianych nakładem wydawnictw Vesper i Zysk i S-ka.

Najmłodszy w tym gronie jest Ryszard Ćwirlej. Urodzony w 1964 roku pisarz (z wykształcenia malarz i socjolog, literaturę łączy z dziennikarstwem i produkcją filmową) nie opublikował w PRL żadnej powieści, ale regularnie wraca do tej epoki w swojej twórczości. Zadebiutował w 2007 roku powieścią "Upiory spacerują nad Wisłą", której akcja rozgrywa się w realiach schyłkowego PRL. Mamy rok 1985, seryjnego mordercę, dzielnego komisarza MO Alfreda Marcinkowskiego, a w tle - syrenki i małe fiaty, kolejki po cukier i kartki na mięso, dwa programy w telewizji, triumf "Niewolnicy Isaury" i wszechobecny alkohol, tylko w teorii dostępny od godziny 13. Skąd ten sentyment do peerelowskiego kryminału? Żeby odpowiedzieć, trzeba wrócić do dzieciństwa autora, który jako kilkulatek chodził w Pile do "milicyjnego" przedszkola, nazywanego tak na okoliczność sąsiedztwa ze szkołą MO.

W listopadowym "Bluszczu" ukazał się artykuł o MFK autorstwa człowieka, który wie o nim wszystko - Irka Grina

Okrzyknięty "szarą eminecją polskiego kryminału" Grin pisze o kulisach powstania tomu "Żegnaj laleczko. Wiersze noir", Nagrodzie Wielkiego Kalibru i "eksperymencie literacko-społecznym", jakim będzie spotkanie jurorów z nominowanymi w dzień przed wręczeniem Nagrody, zagranicznych autorach, którzy podczas MFK odwiedzą Wrocław i wystawie poświęconej sześciu polskim seryjnym mordercom.

W "Metrze" z 22 listopada pojawiła się infromacja o MFK

Wrocław zakochany w kryminale

W środę w stolicy Dolnego Śląska zaczyna się Międzynarodowy Festiwal Kryminału. Impreza potrwa dziewięć dni, w tym czasie z czytelnikami spotka się 59 gości, w większości autorów kryminałów. Zaraz potem, 2 grudnia mniejsza impreza - Promocje Dobrych Książek (eb, gw)

 

W "Gazecie Wyborczej" z 19 listopada ukazała się zapowiedź MFK autorstwa Magdy Piekarskiej

Miasto warte zbrodni

Kto zabił? To pytanie od najbliższej środy będzie brzmiało we Wrocławiu najczęściej. I nie wieszczę tu bynajmniej serii tajemniczych zgonów. Krwawych zbrodni wcale nie zabraknie, mam jednak na myśli te, których sprawca zostawia ślady wyłącznie na papierze. Zaczyna się bowiem Międzynarodowy Festiwal Kryminału. Impreza potrwa dziewięć dni, a w tym czasie z czytelnikami spotka się 59 gości, w większości autorów kryminałów. Ten gatunek na całym świecie przeżywa renesans. Pisaniem kryminałów parają się dziś poeci, literaccy krytycy, wokaliści i dziennikarze, krwawe zbrodnie z równą wprawą opisują krzepcy mężczyźni, jak i delikatne kobiety. Na festiwal przyjadą kryminalne sławy ze Skandynawii - Jo Nesbo z Norwegii, Mons Kallentoft i Johan Theorin ze Szwecji, Taavi Soininvaara z Finlandii i Stefan Mani z Islandii. Johan Theorin, autor wydanych w Polsce powieści „Zmierzch" i „Nocna zamieć", spotka się z czytelnikami już w czwartek (początek o godz. 20, Przestrzeń Muzyczna „Puzzle", Przejście Garncarskie 2). Wcześniej, bo w środę, w kawiarni Literatka (Rynek 56) o godz. 18 rozpocznie się spotkanie „"Wrocław zakochany w kryminale" - jego bohaterami będą Marcin Świetlicki, Gaja Grzegorzewska i Irek Grin. Dzień później o godz. 18.30 w tym samym miejscu rozpocznie się wystawa fotograficzna „"Śladami zbrodni" ze zbiorów wrocławskiego dokumentalisty Macieja Żurawskiego. Tematem są polscy seryjni mordercy. Po spotkaniu z Theorinem w Puzzlach ok. godz. 21.30 rozpocznie się kolejny wieczór autorski. Tym razem zbiorowy - zaproszonych autorów będzie aż czternastu, a pretekstem jest premiera wyjątkowego tomu poezji - antologii zatytułowanej „"Żegnaj, laleczko. Wiersze noir". Wśród poetów noir są wrocławianie - Tomasz Majeran i Agnieszka Wolny-Hamkalo. Pół godziny później w Literatce rozpocznie się pokaz pierwszego z cyklu filmów dokumentalnych Macieja Żurawskiego - "„Maturzysta". To opowieść o krakowskim seryjnym mordercy Karolu Kocie. Projekcję poprzedzi spotkanie z reżyserem i Marcinem Świetlickim.

 

 

W Tygodniku Powszechnym z 14 listopada ukazała się wzmianka o nominacjach do Nagrody Wielkiego Kalibru

Nominacje do Nagrody Wielkiego Kalibru

Do Nagrody Wielkiego Kalibru za najlepszą książkę kryminalną zostali nominowani: Marcin Świetlicki, Gaja Grzego-rzewska, Irek Grin, Tomasz Piątek, Konrad T. Lewandowski, Joannajodełka, Mariusz Czubaj, Marek Krajewski, Andrzej Ziemiański oraz związani z „TP" Małgorzata Fugiel-Kuźmiń-ska i Michał Kuźmiński. Za Małgorzatę i Michała trzymamy kciuki. Zwycięzca nagrody zostanie ogłoszony 27 listopada podczas wrocławskiego Festiwalu Kryminału. (GN)

 

W Tygodniku Powszechnym z 7 listopada ukazał się artykuł Irka Grina.

Zaproszenie na Międzynarodowy Międzynarodowy Festiwal Kryminału Wrocław 2010

Tegoroczny MFK będzie największym spośród dotychczasowych Festiwali Kryminału. Rekordowa liczba stu pięćdziesięciu gości i ponad czterdziestu spotkań autorskich, paneli dyskusyjnych, wystaw, wykładów i pokazów filmowych jest dowodem na niesłabnący kryminalny boom w polskim piśmiennictwie. Kilka spośród imprez festiwalowych zasługuje na szczególną uwagę. Po pierwsze premiera tomu „"Wiersze noir", który zostanie opublikowany wraz z legendarną książką „"Tribute to Chandler". Czternaście lat temu poeci Marcin Baran, namówili kilkudziesięciu innych poetów do napisania wierszy w hołdzie Raymondowi Chandlerowi. W tym roku poeci redaktorzy ponownie poprosili o wiersz kryminalny, m.in. Wojciecha Bonowicza, Miłosza Biedrzyckiego, Martę Podgórnik, Piotra Sommera, Andrzeja Sosnowskiego i Bohdana Zadurę. Spotkanie z udziałem czternastu spośród autorów tomu będzie jedną z imprez otwierających Festiwal. MFK to okazja do przyznania siódmej już Nagrody Wielkiego Kalibru za polską powieść kryminalną. Honorową Nagrodę Wielkiego Kalibru za całokształt twórczości odbierze Norweg Jo Nesbo, autor m.in. „"Czerwonego gardła", powieści uznawanej za jedną z najlepszych skandynawskich książek kryminalnych wszechczasów. Bronisław Cieślak, Ryszard Ćwirlej i Helena Sekuła porozmawiają o kryminale peerelowskim. Wojciech Czuchnowski, Anna Marszałek i Piotr Pytlakowski o dziennikarstwie śledczym. Kryminolodzy o nauce w technice śledczej, a na fotelach debiutantów kryminalnych usiądą Tadeusz Cegielski, Paweł Coźliński, Paweł Mossakowski i Robert Ziębiński. Oprócz tego kilkanaście wykładów otwartych na różne mroczne tematy wygłoszą m.in. Piotr Śliwiński, Gaja Crzegorzewska, trio Baran&Sendecki&Świetlicki czy Wojciech Orliński. Do kina zapraszamy na przegląd filmów kryminalnych z krajów RWPG, a w paśmie nocnym na dokumenty o seryjnych mordercach i terroryzmie. Do zobaczenia we Wrocławiu od 25 listopada do 2 grudnia.

W Gazecie Pomorskiej z 26 października ukazała się wzmianka o Marcie Jankowskiej - jednej z 20 laureatów konkursu na opowiadanie kryminalne.

Wytropiła mordercę w sieci

- Opowiadanie napisałam w ciągu trzech dni. Całkiem spontanicznie. Może dlatego spodobało się jurorom - opowiada Marta Jankowska, laureatka ogólnopolskiego konkursu na najlepszy kryminał. Dziewczyna jest pasjonatką kryminałów. Miesięcznie czyta ich przynajmniej kilka. Zaczęła, gdy miała 13 lat. O konkursie absolwentka psychologii i filozofii wyczytała latem na Portalu Kryminalnym. To pierwszy konkurs, w którym wystartowała. Współorganizatorem było miasto Wrocław, dlatego też akcja musiała toczyć się chociaż w części w tym mieście.

- Zanim wysłałam opowiadanie, na weekend pojechałam do Wrocławia, żeby zwiedzić miasto - mówi Marta. Już w drodze powrotnej w głowie rodził się pomysł na książkę. "„Wroclog" opowiada o fanie blogów. Chłopak trafia na bloga, na którym opisane jest planowane morderstwo. Jurorzy mieli kilka tysięcy opowiadań do wyboru [kilkadziesiąt - przyp.MS]. Kryminał bydgoszczanki znalazł się wśród 20 najlepszych. Dziewczyna w nagrodę pojedzie na przełomie listopada i grudnia do Wrocławia na tygodniowe Kryminalne Warsztaty Literackie. Już obmyśla kolejną książkę - kryminał, którego akcja dzieje się w Bydgoszczy. (PIO)

 

W Gazecie Wyborczej Bydgoszcz z 25 października ukazał się wywiad z Martą Jankowską, jedną z laureatek konkursu na opowiadanie kryminalne. Autorką wywiadu jest Anna Twardowska.

 

Morderstwo opisane na blogu

Bydgoszczanka Marta Jankowska jest w gronie zwycięzców ogólnopolskiego konkursu na kryminał, którego akcja dzieje się we Wrocławiu. - Sukces mnie ośmielił. Mam pomysł na kolejną powieść, tym razem bydgoską - zapowiada.

ANNA TWARDOWSKA: Zamiłowanie do kryminałów to pokłosie lektur Agathy Christie?

MARTA JANKOWSKA: Nie. Moim ulubionym autorem jest Marek Krajewski. Stworzył cykl powieści kryminalnych, w których głównym bohaterem jest wrocławski policjant Eber-hard Mock. Krajewski zresztą mieszka we Wrocławiu.

A.T.: Twoje opowiadanie też dzieje się w tym mieście.

M.J.: Wrocław musiał być w tle. To warunek konkursu, którego współorganizatorem był tamtejszy Urząd Miasta. Dlatego taki tytuł - „Wroclog" - kompilacj a nazwy miasta i blogu, który był punktem wyjścia do napisania opowiadania.

A.T.:Zainspirował cię jakiś blog?

M.J.: Nie dosłownie, ale lubię czytać błogi. Robi to też mój bohater. Jest nim młody chłopak. W którymś momencie trafia na opis morderstwa. Sytuacja robi się naprawdę poważna, kiedy okazuje się, że autor blogu i bohater mieszkają w tym samym mieście. Więcej nie powiem, bo nikt nie przeczyta mojego opowiadania.

A.T.: A będzie wydrukowane?

M.J.: Nagrodą dla zwycięskich autorów prac jest udział w kryminalnych warsztatach literackich. Przyjadą na nie pisarze z całego świata. Z trzema osobami będziemy szlifować nasze opowiadania, tak aby nadawały się do publikacji.

A.T.: Przygotowywałaś się jakoś szczególnie do pisania „Wroclogu"?

M.J.: Pojechałam do Wrocławia na weekend i w tempie ekspresowym zwiedzałam miasto, aby zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Były mi potrzebne do stworzenia czytelnikowi atmosfery miasta.

A.T.: No to się przyłożyłaś. W kryminale chyba autor nie musi być taki skrupulatny?

M.J.: Żeby oddać realia, to chyba tak. Ale myślę, że najwięcej czasu pisarz kryminałów spędza w bibliotece. Tam zbiera sobie szczegóły. Jednak czasem nie wystarczy np. opis broni, trzeba jeszcze wiedzieć, jak ona sprawdza się w działaniu. Wtedy warto poobserwować policjantów podczas ćwiczeń.

A.T.: Od dawna piszesz?

M.J.: Od zawsze. Ale do tej pory wszystko lądowało w szufladzie. Po raz pierwszy odważyłam się wysłać swoje opowiadanie na konkurs. Sukces mnie ośmielił. Mam pomysł na napisanie powieści kryminalnej, która będzie się działa w Bydgoszczy. Wystarczy poczytać gazety, a tematy i motywy na pewno się znajdą.

A.T.: Albo przejść się po zmroku ul. Śniadeckich lub Dworcową.

M.J.: O tak! Wtedy zapewne miałabym materiał na thriller.

MARTA JANKOWSKA jest absolwentką psychologii na UKW w Bydgoszczy i filozofii na UMK w Toruniu. Konkurs na kryminał, którego jest laureatką, zorganizowali: Wydawnictwo Publicat SA i Wydawnictwo EMG oraz Miasto Wrocław

W jesiennym wydaniu wrocławskiego Magazynu Hi-Fly ukazał się dwujęzyczny artykuł dotyczący tegorocznego Międzynarodowego Festiwalu Kryminału pióra Beaty Barteckiej.

Fani jednego z najbardziej poczytnych gatunków literackich pod koniec jesieni powinni zawitać do Wrocławia – by po raz kolejny podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału złożyć hołd wielkim detektywom. I mordercom.

Jeszcze 10 lat temu nikt nie przeczuwał, że kryminał, z taką długą tradycją, powróci do łask polskich czytelników. Szef festiwalu Irek Grin wspomina, jak to na początku XXI wieku literatura kryminalno-sensacyjna była w Polsce czymś, czego się trochę wstydzono. Przekonał się o tym nie raz, będąc wówczas debiutującym autorem kryminałów. Rynek również nie był zbyt rozwinięty. Publikowano wtedy zaledwie po kilka nowych polskich powieści kryminalnych rocznie. Wystarczyło jednak parę lat i teraz liczba ta zbliża się do setki. Mało który europejski kraj może się pochwalić takimi statystykami i co najważniejsze – naprawdę dobrymi pisarzami.

Modę na współczesny kryminał zapoczątkowali nie tylko sami autorzy i wydawnictwa, ale również ludzie pracujący przy Festiwalu Kryminału. Pierwsze edycje odbywały się w Krakowie i były częścią wydarzenia literackiego 4 Pory Książki, organizowanego przez Instytut Książki oraz Stowarzyszenie Miłośników Kryminału i Powieści Sensacyjnej „Trup w szafie”. Festiwal szybko zyskał na popularności, a nawet gościnnie z wybranymi spotkaniami pojawiał się w innych miastach Polski.

W 2008 roku dyrektor wydarzenia stanął przed trudną decyzją zmiany gospodarza. – Przeprowadzka z Krakowa dała festiwalowi nowy rozmach i możliwości – mówi Irek Grin. – Ten rozwój, który odpowiada wzrostowi zainteresowania kryminałem wśród polskich czytelników, pozwala jak najlepiej myśleć o Wrocławiu jako „kryminalnej stolicy Polski”.

Wrocław to również miasto Eberharda Mocka – niemieckiego policjanta z dawnego Breslau, który zdominował powieści Marka Krajewskiego, rodowitego wrocławianina. Ta seria kryminalna szybko stała się fenomenem, który przyczynił się do wzrostu zainteresowania tym gatunkiem. – Ludzie przestają ukrywać, że lubią ten typ rozrywki – powiedział Krajewski w jednym w wywiadów. Podkreślał właśnie, jak duża w tym zasługa organizatorów festiwalu, którzy zapraszali poważnych krytyków i znanych pisarzy, by dyskutowali o powieściach kryminalnych. To dowartościowuje i autorów, i sam gatunek.

Istotną częścią tego literackiego wydarzenia jest Nagroda Wielkiego Kalibru za najlepszą powieść kryminalną lub sensacyjną. Pierwszym wyróżnionym był wspomniany Marek Krajewski, zaś w kolejnych latach m.in. Marcin Świetlicki (za kryminalny pastisz „Dwanaście”), Marek Harny (za powieść „Pismak”) oraz Mariusz Czubaj (za warszawską historię „21:37”). Podobnie jak podczas pierwszej edycji festiwalu we Wrocławiu i w tym roku najlepszy pisarz otrzyma nie tylko symboliczną statuetkę, ale również nagrodę w wysokości 25 000 zł, ufundowaną przez prezydenta miasta Wrocławia Rafała Dutkiewicza. Jest zatem o co walczyć. Z roku na rok jury stoi przed coraz trudniejszym zadaniem, gdyż polski kryminał bez wątpienia rozwija się w wyjątkowo szybkim tempie. Pojawia się coraz więcej nowych zdolnych autorów, jak Zygmunt Miłoszewski, który porzucił horror na rzecz kryminału. Również ci uznani nie osiadają na laurach, eksperymentując z przyzwyczajeniami czytelników. Nawet Krajewski wpierw nieśmiało w „Głowie Minotaura”, później zaś definitywnie w „Eryniach” rozstał się z Breslau na rzecz przedwojennego Lwowa i nowej postaci – polskiego policjanta Edwarda Popielskiego.

Jury Międzynarodowego Festiwalu Kryminału przyznaje także Honorową Nagrodę Wielkiego Kalibru, wyróżniającą zarówno polskich, jak i zagranicznych pisarzy, którzy zasługują na miano wybitnych twórców gatunku. Wśród dotychczasowych laureatów byli m.in. znana pisarka Joanna Chmielewska, genialni Rosjanie Borys Akunin i Aleksandra Marinina oraz amerykański autor Jeffery Deaver. Organizatorzy jednak nie poprzestali na tym i od 2009 roku stworzyli jeszcze jedno wyróżnienie. Tak zwaną Nagrodę Małego Kalibru otrzymuje autor lub instytucja promująca literaturę kryminalną wśród dzieci i młodzieży. Pierwszym laureatem zostało Wydawnictwo W.A.B. za serię „Z kotem”, w której publikowane są dobrze napisane, mądre, ale i zabawne kryminały dla ciut młodszych czytelników.

Podczas zeszłorocznej edycji wrocławskiego festiwalu dużą popularnością cieszyły się liczne spotkania autorskie. Wśród zaproszonych osób pojawili się m.in. szwedzki pisarz Jens Lapidus, niemiecki autor Jan Seghers oraz polscy twórcy – Olga Tokarczuk i oczywiście Marek Krajewski. Na niektórych spotkaniach sale były całkowicie wypełnione, nawet dziennikarze mieli problem, by wejść i posłuchać dyskusji. Tej jesieni można spodziewać się kolejnych cenionych szwedzkich autorów kryminałów – Johana Theorina i Jo Nesbø, który zostanie wyróżniony Honorową Nagrodą Wielkiego Kalibru za całokształt twórczości. Organizatorzy mają coraz większe ambicje i w przyszłością chcą zaprosić największe międzynarodowe gwiazdy. – Lista jest naprawdę długa – wyjawia swe marzenia dyrektor festiwalu. – Jest na niej choćby Henning Mankell, Frederick Forsyth, jest Ken Follet i Dan Brown.

Międzynarodowy Festiwal Kryminału to nie tylko nagrody, spotkania i różnego rodzaju wykłady czy pokazy filmowe. To również szansa dla debiutujących pisarzy. We wrześniu spośród wielu nadesłanych kryminalnych i sensacyjnych opowiadań wyłoniono najlepiej zapowiadające się historie. Ich autorzy będą uczestniczyli w Kryminalnych Warsztatach Literackich, podczas których pod okiem profesjonalistów doszlifują swoje dzieła, przygotowując je do publikacji. Skorzystają na tym również czytelnicy. Może w tym roku objawi się kolejna gwiazda, która zaskoczy wszystkich swoim pomysłem na współczesny polski kryminał.


In autumn fans of one of the most popular literary genres are cordially invited to Wrocław to enjoy the next International Crime Fiction Festival – and to once more pay their tribute to great detectives. And murderers.

Ten years ago nobody believed that crime story, a genre with tradition so long that it fell out of fashion, will ever win back the favors of Polish readership. The festival director Irek Grin still remembers the beginning of the 21st century as a time when crime fiction was regarded in Poland as something slightly embarrassing. As a young author of detective stories he got reassured of that a number of times. Neither was the market particularly developed, with only several fresh Polish crime novels getting published each year. Yet a few years was enough to make the number rise to almost a hundred. Not many European countries can pride themselves in such statistics and, more importantly, in such good authors making them.

The fashion for contemporary crime fiction was boosted not only by authors and publishers themselves, but also by people working at the Crime Fiction Festival. First editions were hosted in Kraków as a part of the larger literary event Four Seasons of the Book (4 Pory Książki), organized by the Book Institute and the Association for Thriller and Crime Story “Cadaver in the Closet” (Stowarzyszenie Miłośników Kryminału i Powieści Sensacyjnej “Trup w szafie”). The festival was quickly gaining popularity and even happened to “guest star” in other Polish cities.

In 2008 the director faced a difficult decision of changing the host. Moving to Wrocław gave the festival new energy and opportunities – says Irek Grin – the development, which matches the increase in the popularity of the genre among Polish readers, allows us to think best of Wrocław as the Polish “crime capital”.

Wrocław is also the city of Eberhard Mock – a German police officer of the old Breslau, who dominated the stories of Marek Krajewski, a Wrocław citizen by birth. The Mock series quickly became a national phenomenon and helped popularize the genre. People are no longer afraid to admit they are into this type of entertainment – said Krajewski in one of his interviews. He emphasized the role of the festival organizers, who had invited serious literary critics and famous authors to discuss crime fiction. It raised the self-esteem of both the authors and the genre.

An important part of the festival is the Big Caliber Award for best thriller or detective/crime novel. The first to be awarded was the aforementioned Marek Krajewski; in subsequent years the prize-winners were, among others, Marcin Świetlicki (for his detective pastiche “Dwanaście”), Marek Harny (for the novel “Pismak”) and Mariusz Czubaj (for his Warsaw story “21:37”). This year, just like during the first edition to take place in Wrocław, the winner will get not only a traditional statuette, but also a monetary award of 25 000 zł, granted by the Mayor of Wrocław Rafał Dutkiewicz.It is certainly worth some effort. The jury’s decision becomes more and more difficult every year, as without a doubt Polish detective fiction experiences rapid development. More and more talented writers are emerging, like Zygmunt Miłoszewski, who abandoned horror for the sake of crime stories. Even renowned authors do not waste their time and experiment with readers’ habitual expectations. Marek Krajewski, at first a bit shyly in Głowa Minotaura (The Head of Minotaurus) and then fully in Erynie (Erinyes) broke up with old Breslau to introduce new setting, the pre-war Lviv, and a new character – a Polish policeman Edward Popielski.

The jury of the International Crime Fiction Festival also grants the Big Caliber Honorary Award,honoring both Polish and foreign writers who are particularly accomplished authors of the genre. So far the list includes, among others, the famous writer Joanna Chmielewska, the brilliant Russians Boris Akunin and Alexandra Marinina, and the American author Jeffrey Deaver. Organizers did not stop there, however. In 2009 the Small Caliber Award was introduced. It honors authors and institutions which popularize detective fiction among young readers. The first to be awarded was the W.A.B. publishing house for their “cat” series (Z kotem), in which it publishes well-written, wise but also entertaining detective stories for slightly younger audience.

The last year’s hit were the meetings with the authors. The organizers invited, among others, the Swedish novelist Jens Lapidus, the German author Jan Seghers and the Polish writers: Olga Tokarczuk and, of course, Marek Krajewski. Some authors attracted crowds so large that even journalists had trouble to enter the room and listen to the discussion. This fall we may expect more visits of accomplished Swedish writers – Johan Theorin and Jo Nesbø. The latter is to receive the Big Caliber Honorary Award for his lifelong achievements. The organizers, however, ambitiously plan to host some of the biggest, most internationally renowned stars in the future. The list is long – the festival director confesses – There is Henning Mankell, Frederick Forsyth, Ken Follet, Dan Brown...

The International Crime Fiction Festival offers not only awards, meetings and lectures or film shows of all sorts. It is also a chance for young writers. In September the festival jury selected the best stories among the ones sent for the competition. Their authors will participate in a Crime Fiction Workshop, during which they will have a chance to perfect their stories with professionals’ help and prepare them for publication. The readers will benefit from the workshop too. Perhaps this year a new literary star emerges to surprise us all with his or her idea for a contemporary Polish crime story.


 

"Przekrój" donosi, kto rządzi polskim kryminałem

 

Szara eminencja polskiego kryminału

Kto naprawdę rządzi w Polsce - wszyscy chcieliby wiedzieć. O polskich "szarych eminencjach" można przeczytać w najnowszym "Przekroju". Ale władza to nie tylko polityczne stołki... Autorzy artykułu zatytułowanego "Silni ludzie spoza afisza" donoszą, że kryminałem w  Polsce rządzi Irek Grin. Bez niego - twierdzą autorzy - nie byłoby kryminalnego boomu ostatnich lat.

Krakowski pisarz zajmuje się wszystkim, co wiąże się z kryminałem - jest współtwórcą Portalu Kryminalnego, Nagrody Wielkiego Kalibru, przyznawanej za najlepszy polski kryminał lub powieść sensacyjną, oraz mózgiem Międzynarodowego Festiwalu Kryminału. Mało tego - jako wydawca (krakowskie Wydawnictwo EMG) przekonał wielu polskich poetów i pisarzy do powieści kryminalnej, czego najlepszym dowodem jest Polska Kolekcja Kryminalna.

"Silni ludzie spoza afisza", "Przekrój" nr 39/2010

W portalu kreatywnywroclaw.pl ukazał się wywiad z Irkiem Grinem

Nie ma wstydu, jest kryminał - z Irkiem Grinem rozmawia Agnieszka Kołodyńska

- Dominacja Skandynawów w kryminale to nie jest tylko polska moda. W tej chwili nawet ci autorzy skandynawscy, których pięć lat temu próbowano wydawać w Polsce i po jednej książce rezygnowano, wychodzą w ogromnych nakładach– mówi Irek Grin, szef Międzynarodowego Festiwalu Kryminału.

Agnieszka Kołodyńska: Przygotowania do Międzynarodowego Festiwalu Kryminału Wrocław 2010 w toku. Do Wrocławia przyjadą Mons Kallentoft, Johan Theorin, Jo Nesbø i kto jeszcze?

Irek Grin: Właśnie potwierdził swój udział Fin Taavi Soininvaara. W Polsce jest jeszcze nieznany, późną jesienią ukaże się jego pierwsza książka. Czekam na potwierdzenie zaproszenia od Borysa Akunina. Przyjeżdża na moją osobistą prośbę. Jest laureatem honorowej Nagrody Wielkiego Kalibru sprzed trzech lat. Polubił naszą imprezę. Był w Krakowie, ale we Wrocławiu jeszcze nie. Wiem na pewno, że nie przyjedzie Martha Grimes. Odwołała wizytę z powodu obowiązków rodzinnych. Ma ponad 80 lat i woli spędzić z rodziną Święto Dziękczynienia, które akurat przypada w czasie naszego festiwalu.

A.K.: Rośnie rzesza pisarzy powieści kryminalnych, zwiększa się też grono czytelników kryminałów. Powieści tego gatunku nie traktuje się już pogardliwie, jako lektury drugiego sortu, odpowiedniej do podróży, czy na wakacje. Co spowodowało, że kryminał przestaje być tzw. literaturą wagonową?

I.G.: (śmiech) Literatura sensacyjno-wagonowa to termin wymyślony przez Witkacego. Zmiana nastawienia do kryminału wzięła się z bardzo wielu powodów. Pierwszy i najważniejszy to wykreowanie mody na kryminał. Doszło do tego, że mianem kryminału określa się nawet powieści sensacyjne i romanse. Wielu wydawców łapie jakikolwiek ślad kryminalny tylko po to, żeby móc sprzedać książkę z taką nalepką. Moda działa znakomicie na wydawców. Jeśli jest ich dobra wola to siłą rzeczy pojawiają się autorzy. Nie stało się tak jednak od razu. Z wielką przyjemnością opowiadam anegdotę o tym, jak przyznaliśmy pierwszą nagrodę Wielkiego Kalibru Markowi Krajewskiemu za „Koniec świata w Breslau” i próbowaliśmy namówić pewną dziennikarkę „Polityki” na wywiad z laureatem. Zostałem wysłany do diabła, choć powstał bardzo fajny tekst o pierwszym festiwalu kryminału. Jednak osobny wywiad z polskim autorem kryminału w tak poważnym czasopiśmie był wtedy nie do pomyślenia. Ta sama dziennikarka rok później, po Paszportach Polityki, ten wywiad przeprowadziła i okazało się, że wystarczył rok, żeby w ogóle zmienić postrzeganie kryminału. Mam nadzieję, że i festiwal i stowarzyszenie miało w tym swój udział. Najbardziej machiawelicznym posunięciem w kreowaniu tej mody było jednak zaproszenie ludzi z dużymi nazwiskami do tego, żeby przestali ukrywać się z faktem, że kryminały czytają.

A.K.: To duży przełom, bo do czytania literatury popularnej mało kto przyznawał się publicznie...

I.G.: Opowiem pani jak prof. Zbigniew Mikołejko (filozof religii – red)) został jurorem naszej nagrody. Jechaliśmy z Marcinem Świetlickim na spotkanie autorskie do Olsztyna. Zaraz za Warszawą pociąg się zepsuł. Nie mogliśmy odwołać z godziny na godzinę wieczoru autorskiego. Wyszedłem na korytarz, bo jakiś facet dzwonił po taksówkę i informował, że musi być na godzinę 18 w Olsztynie. Podszedłem do niego i zaproponowałem podzielenie kosztów tłumacząc, że my też musimy się tam dostać. Uświadomiłem sobie, że to prof. Mikołejko. Obok niego, na siedzeniu leżała najnowsza książka Donny Leon. Wróciłem do Marcina i powiedziałem mu, że jedziemy dalej taksówką. Marcin zaczął się zastanawiać, czy to dobry pomysł, bo może pakujemy się w drogę z jakimś seryjnym zabójcą. Zacząłem go przekonywać, że nie, że będziemy jechać z prof. Mikołejką, a argumentem za tym, by z nim jechać był fakt, że czyta najnowszą Donnę Leon. W tej taksówce, przez cztery godziny, przetestowaliśmy go absolutnie ze wszystkich możliwych gatunków kryminałów. Na każde pytanie odpowiadał znakomicie i na koniec zaproponowaliśmy mu, żeby został jurorem Nagrody Wielkiego Kalibru. Oczywiście zgodził się. Na podobnej zasadzie do grona jurorów dołączyła w ubiegłym roku Janina Paradowska. Jeszcze kilka lat temu osoby o takim statusie raczej nie przyznawałyby się publicznie do kryminalnych lektur i nie brałyby udziału w takich przedsięwzięciach jak nasz festiwal i nie firmowałyby ich swoimi nazwiskami. Kiedy zakładaliśmy wydawnictwo EMG to przyciągnięcie takich autorów jak Marcin Świetlicki, Edward Pasewicz, czy Maciej Malicki, czyli pisarzy nie mających kompletnie nic wspólnego z pisarstwem gaunkowym spowodowało natychmiastowe otwarcie w środowisku literackim. Na pewno udało się zdjąć odium z kryminału, jako literatury drugorzędnej, bo są w niej rzeczy rzeczywiście pierwszorzędne, a festiwal i nagroda Wielkiego Kalibru tylko to wzmacnia.

A.K.: Jak w ogóle narodził się pomysł festiwalu? Krakowianie pewnie wiedzą, ale we Wrocławiu jeszcze Pan tego nie opowiadał...

I.G.: Powszechnie wiadomo, że jesteśmy kompletnie stuknięci na punkcie kryminału. Stowarzyszenie Trup w Szafie to Piotr Bratkowski, Witek Bereś, Marcin Maruta, Marcin Baran, Marcin Świetlicki i ja oraz Artur Górski, który odegrał w całej sprawie istotną rolę. Spotkaliśmy się w jakiejś warszawskiej kawiarni, której nazwy nie pamiętam i stwierdziliśmy, że to skandal, iż za naszą pracę – a obaj byliśmy już po dwóch sensacyjno-kryminalnych książkach – nikt nam nie da żadnej literackiej nagrody. Postanowiliśmy więc tę nagrodę sami sobie dać. Zwróciliśmy się z tym pomysłem do kolegów, których nazwiska wymieniłem. I oni powiedzieli, że to za poważna sprawa, żeby się wygłupiać i robić performance. I tak powstała idea stowarzyszenia i pomysł na Wielki Kaliber.

A.K.: To jedna z nielicznych nagród dla autorów literatury popularnej. Dużymi nagrodami literackimi nie wyróżnia się z reguły autorów kryminałów, sensacji, czy fantastyki...

I.G.: Wciąż tak jest, choć udało nam się zrobić wyłom. „Gdynię” w ubiegłym roku dostał Marcin Świtlicki za „Jedenaście”, trzecią część swojego cyklu kryminalnego.

A.K.: W tym roku znów na festiwalu będą dominować autorzy skandynawscy. Czy ten wybór autorów odzwierciedla tendencje w kryminale europejskim?

I.G.: W ubiegłym roku chcieliśmy świadomie nawiązać do literatury skandynawskiej. W tym roku wyszło nam to spontanicznie. Zaproszenia przyjęli autorzy, których od dawna zapraszaliśmy do Polski – Jo Nesbo, Johan Theorin. Nie mieli wcześniej czasu. Nesbo zapraszamy od pięciu lat – w Skandynawii jest megagwiazdą, jego nazwisko jest wymawiane z równie nabożną czcią co Mankella. Skandynawowie bardzo go lubią, bo jest bardzo amerykański. Zresztą jego „Czerwone gardło” Norweski Klub Książki uznał za absolutny kryminał wszechczasów. Nesbo i Theorin prezentują zupełnie odrębne rodzaje kryminału skandynawskiego. Nesbo do tej pory nie miał dobrej passy medialnej w Polsce, myślę, że jego przyjazd dużo zmieni. Nie ukrywam, że jest absolutnie niekwestionowaną gwiazdą i my tylko postaramy się to udowodnić. Dominacja Skandynawów w kryminale to nie jest tylko polska moda. W tej chwili nawet ci autorzy skandynawscy, których pięć lat temu próbowano wydawać w Polsce i po jednej książce rezygnowano, wychodzą w ogromnych nakładach. Na własne oczy widziałem w Berlinie, w Madrycie, w Londynie, w Wiedniu, w Paryżu, że w dużych księgarniach, gdzie i tak działy kryminalne są największe, jest jeszcze jedna półka pod hasłem kryminał skandynawski. To już jest fakt. Rządzi Stieg Larsson, ale tych nazwisk jest kilkadziesiąt. Polska, chwilę później doszła do tego samego, co reszta Europy. Na festiwalu chcemy jednak uniknąć skandynawskiego naporu i nie przedstawiamy naszych gości w kontekście tego niezwykle pojemnego worka: kryminał skandynawski, tylko jako autorów konkretnych książek.

A.K.: Jak zwykle przyjadą wszyscy znaczący polscy autorzy kryminałów. Do tego grona dołączy wrocławianka – Marta Mizuro, jurorka Wielkiego Kalibru i krytyk literacka, która debiutuje kryminałem „Kogo kocham, kogo lubię”.

I.G.: Marta napisała książkę z Robertem Ostaszewskim. Będą mieli osobne spotkanie z parą, która również napisała kryminał, czyli z Claudią Torres i Jackiem Krawczykiem, autorami „Chomika na widelcu”. Szukając klucza do tego spotkania, stwierdziliśmy, że fajnie będzie skonfrontować dwie pisarskie pary. Niech opowiedzą, jak szła im praca.

A.K.: Jakie będą pozostałe tematy tegorocznej edycji?

I.G.: Przyjedzie włoski autor Gianrico Carofiglio, który ma w Polsce wierną grupę czytelników, miłośników tzw. sądówek. Postawimy na klasykę – będą panele i wykłady poświęcone Rossowi MacDonaldowi, Agacie Christie (w tym roku przypada 120 lecie jej urodzin). Będziemy się zastanawiać dlaczego romanse udają kryminały, będzie też panel peerelowski poświęcony powieści milicyjnej, panel dziennikarzy śledczych, zaprosimy autorów do dyskusji na temat tego, jak dokumentują swoje powieści. Będzie też gotowanie potraw z kryminałów. Pichcić będą Piotr Bikont, Robert Makłowicz, Tadeusz Pióro, Marcin Świetlicki, Edward Pasewicz. W programie mamy też dużą imprezę poetycką, bo wznawiamy antologię „Tribute to Chandler” . W roku 1996 trzech Marcinów – Baran, Sendecki i Świetlicki zaprosili pisarzy i poetów do napisania wiersza chandlerowskiego. Wznowimy ją, a w tym samym tomie znajdą się napisane specjalnie w tym roku wiersze noir. Znajdą się tam utwory m.in. Bohdana Zadury, Andrzeja Sosnowskiego, Marty Podgórnik, Wojciecha Bonowicza, Agnieszki Wolny-Hamkało, Miłosza Biedrzyckiego, oczywiście Barana, Sendeckiego i Świetlickiego, a także Ryszarda Krynickiego i Wisławy Szymborskiej.

A.K.: A co z konkursem na opowiadanie kryminalne z Wrocławiem w tle?

I.G.: Opowiadań na konkurs nadeszło kilkadziesiąt. W tym roku zrobimy większe warsztaty, wybierzemy spośród autorów nadesłanych tekstów aż 21 (w ubiegłym roku było 14). Trenerami będą wrocławianin Andrzej Ziemiański, Mariusz Czubaj i Marta Mizuro. Otwarte wykłady dla uczestników warsztatów poprowadzą m.in. Wojciech Orliński - będzie mówił o kryminale i literaturze s-f, Borys Lankosz opowie o Chinatown, Tadeusz Cegielski o kobietach-pisarkach w Anglii w czasach Conan Doyla, Zbigniew Mikołejko o figurze Wisielca, a Piotr Śliwiński o poezji noir. Myślę, że w tym roku wykłady będą jeszcze ciekawsze niż podczas poprzedniej edycji. Jeśli ten festiwal ma się rozwijać dalej to musi odpowiadać na zapotrzebowania czytelników. Musimy zacząć uczyć się teorii kryminału. Już go czytamy, nie wstydzimy się tego, ale bardzo mało o nim wiemy. W Polsce z równą łatwością na powieść sensacyjną, czy thriller mówi się kryminał. Nie ma u nas naukowego piśmiennictwa dotyczącego kryminału. Musimy to zmienić.

kreatywnywrocław.pl

 

 

 

W "Gazecie Wyborczej Wrocław" z 14 lipca 2010 pojawiła się informacja o kryminalnym konkursie literackim.

Napisz wrocławski kryminał

15 września mija termin nadsyłania prac na ogólnopolski konkurs na opowiadanie kryminalne lub sensacyjne z Wrocławiem w roli głównej. Nagrodą jest udział w Warsztatach Kreatywnego Pisania, które odbędą się we Wrocławiu od 26 listopada do 2 grudnia w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału.

Spośród autorów wszystkich nadesłanych prac jury wyłoni 21 osób, które wezmą udział w warsztatach. Podczas zajęć teksty będą przygotowywane do druku - mają się ukazać w przyszłym roku w jednym tomie z pracami ubiegłorocznych laureatów nakładem wydawnictwa Publicat. Organizatorzy pokrywają koszty pobytu zwycięzców.

Lista zakwalifikowanych uczestników zostanie ogłoszona 18 października 2010 r. Podczas ubiegłorocznej edycji warsztatów, w której brało udział 14 osób, warsztaty prowadzili Jacek Inglot i Andrzej Ziemiański, a cykl otwartych wykładów dla publiczności m.in.: prof. Stanisław Bereś, Witold Bereś, Irek Grin, Marek Krajewski, Borys Lankosz i Marta Mizuro. (MAGA)

"Gazeta Wyborcza Wrocław", 14.07.2010

W "Gazecie Wyborczej Wrocław" z 26 czerwca 2010 ukazała się informacja o pierwszym potwierdzonym gościu Międzynarodowego Festiwalu Kryminału Wrocław 2010, norewskim pisarzu Jo Nesbo.

Wielki Kaliber dla Nesbo

Znamy już nazwisko pierwszej gwiazdy tegorocznego Międzynarodowego Festiwalu Kryminału, który odbędzie się we Wrocławiu na przełomie listopada i grudnia. To Jo Nesbo, norweski pisarz, z wykształcenia ekonomista, autor kryminałów, a także muzyk i tekściarz zespołu Di Derre. Zadebiutował w 1997 roku książką "Człowiek-nietoperz", którą napisał podczas wakacji w Australii. Od tamtej pory powstało już jedenaście tomów, z czego sześć ukazało się w Polsce (większość, m.in. "Czerwone gardło", "Pentagram" i "Wybawiciel", nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego). Twórczość Nesbo jest tłumaczona na ponad dwadzieścia języków, a on sam odebrał za nią wiele prestiżowych nagród i jest nazywany następcą Henniga Mankella. We Wrocławiu pisarz odbierze Nagrodę Wielkiego Kalibru za całokształt twórczości. Jej laureatami byli do tej pory m.in. Marek Krajewski, Mariusz Czubaj, Marcin Świetlicki i Marek Harny.

Gazeta Wyborcza Wrocław, 26.06.2010

 

W "Gazecie Wyborczej Wrocław" z 25 czerwca 2010 pojawił się tekst Magdaleny Piekarskiej o zeszłorocznej edycji Warsztatów Kreatywnego Pisania

Alfabet zbrodni po wrocławsku


Na Sępolnie na panie czyha seryjny morderca. W parku Szczytnickim grupka uczniów znajduje kobiecą dłoń z polakierowanymi na różowo paznokciami. Na placu Solnym z okna wypada poseł. W biurowcu w centrum miasta tajemnicza sekta próbuje cofnąć czas. Policja dwoi się i troi, żeby wyjaśnić przyczyny tych zbrodni. Jednak na przeszkodzie stoi nasz znak firmowy - słynne wrocławskie korki - pisze Magda Piekarska

To nie wyciąg z prasowych kronik kryminalnych, ale raport na temat fikcyjnych zbrodni opisanych w opowiadaniach nagrodzonych podczas ubiegłorocznego Międzynarodowego Festiwalu Kryminału. Wyróżnione prace - plus te, które zostaną nagrodzone w tym roku - ukażą się nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego.

Tymczasem dla zaostrzenia apetytu na zbrodnie po wrocławsku i pobudzenia pisarskich talentów serwujemy kryminalne wrocławskie menu. Można w nim znaleźć wszystko, co zrodziło się w umysłach autorów nagrodzonych opowiadań - miejsca zbrodni, motywy, sprawców i ofiary. A przede wszystkim Wrocław - umieszczenie akcji w naszym mieście było bowiem warunkiem przystąpienia do konkursu.

Raport powstał na podstawie 12 tekstów: "Cienia strachu" Macieja Prochowskiego, "Kruczego pióra" Dominika Kondziołki, "Sprzątaczy" Marty Guzowskiej, "Memento" Agnieszki Krawczyk, "Motyla" Krzysztofa Sowika, "Maskarady" Kariny Stefaniak, "Zegara czasu" Adrianny Michalewskiej, "Grupy wsparcia" Andrzeja Warenczuka, "Leć, leć ku niebu" Joanny Pachli, "Śmiertelnej gry" Piotra Matysiaka, "Smaku zbrodni" Joanny Lis, "Cichych domków" Joanny Sarneckiej. Ciekawostką jest, że wśród autorów tylko dwójka to wrocławianie. Reszta opisywała nasze miasto z pamięci bądź z wyobraźni.

Tegoroczny konkurs na opowiadanie kryminalne, w którym kluczową rolę odegra Wrocław, został właśnie ogłoszony. Nagrodą jest udział w warsztatach, które odbędą się na przełomie listopada i grudnia podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału. Najlepsze prace ukażą się drukiem. Termin zgłoszeń mija 15 września. Szczegółowe informacje na stronie www.portalkryminalny.pl.

A jak Alex

Joe Alex. Pseudonim Macieja Słomczyńskiego, kluczowy w opowiadaniu "Ciche domki", w którym fascynacja jego twórczością popycha bohaterkę, skromną, samotną literaturoznawczynię, do zbrodni. I nie jest to jedyny dowód na zgubną moc, jaką kryją w sobie niewinne z pozoru lektury. Z mordowaniem dobrze rymuje się też twórczość Edgara Allana Poego - pod dyktando jego prozy pewien wrocławski architekt w "Kruczym piórze" brutalnie rozprawia się z młodymi i ślicznymi kobietami. Grozą może przejąć także przykład pani Wandy z "Leć, leć ku niebu", nauczycielki wrocławskiej podstawówki, która bajeczkami o Piotrusiu Panie zachęca swoich uczniów do nauki latania kończącej się w nurtach Odry.

O tym, że od nadmiaru książek można stracić trzeźwy ogląd rzeczywistości, przekonuje też przykład Gucia ("Smak zbrodni"), mola książkowego z wrocławskiej biblioteki, który znajdując szkielet za jednym z regałów, podejrzewa o popełnienie zbrodni panią Helenkę, poczciwą bibliotekarkę.

C jak ciało

W większości przypadków to ono jest punktem wyjścia dla krwawych opowieści. Staruszka otruta w starej willi w Milanówku, biznesmen przerzucony przez barierkę w Galerii Dominikańskiej (kończy w fontannie na poziomie -I, z głową roztrzaskaną o kamienną żabę), poseł, który wypadł z okna kamienicy na placu Solnym (niestety, nie wiadomo, z której kamienicy). Uczennica zamordowana w parku Szczytnickim, młoda architektka najdosłowniej przepołowiona, znaleziona z kruczym piórem w dłoni, gej zasztyletowany w ciemnym podwórku, prześliczna rudowłosa zagazowana w wiejskiej piwnicy, dzieci utopione w Odrze, przystojniak z roztrzaskaną głową, wyłupionymi oczami i odciętymi opuszkami palców w nowoczesnym biurowcu i policjanci zastrzeleni przez konwojowanego handlarza narkotyków. Uff!

I pomyśleć, że tylko dwie osoby poniosły w pełni zasłużoną śmierć - seryjny morderca grasujący na Sępolnie, który ginie z rąk dzielnego wojaka, i mafioso w "Śmiertelnej grze", którego ciało pomaga policjantowi upozorować własną śmierć i porzucić Warszawę. Oczywiście, na rzecz Wrocławia. "W jakimś przewodniku wyczytał, że Wrocław to największe skupisko budownictwa zabytkowego w Polsce i jedno z większych w Europie. Zawsze chciał przyjechać i zobaczyć to na własne oczy, a nigdy nie miał czasu. A teraz miał go mnóstwo. Może tutaj odnajdzie spokój? Któż to wie. Podniósł walizkę, swoje brzemię, swoją przeszłość, swoją przyszłość i ruszył przed siebie. Nadrzeczna mgła otaczała go z zewnątrz" (patrz: "O jak Odra").

D jak dziennikarka śledcza

Alicja z "Kruczego pióra" ma piękne imię i na tym, niestety, kończą się jej uroki. To dziennikarka śledcza lokalnej gazety, która zajmuje się sprawą brutalnych morderstw na młodych kobietach. "Zjawiła się punktualnie. Gruba, w wytartym skórzanym płaszczu, z pomiętym petem w kąciku ust". Spotyka się z bohaterem pod szklaną fontanną. W trakcie rozmowy spluwa do niej bez skrępowania. Potem jest jeszcze gorzej - na spotkaniu, oczywiście w Literatce, popija rum z colą, wydmuchuje dym prosto w twarz rozmówcy, strząsa popiół do szklanki i dłubie w nosie. Zalety? Hojność. Na zakończenie rzuca na stół pięćdziesięciozlotowy banknot, dodając: "Wypij coś na mój koszt i do usłyszenia". Widać, że kwestia dziennikarskich zarobków nie została tu poparta stosownym researchem autora. Na osłodę mamy jednak historię jak z melodramatu - Alicja śledzi seryjnego mordercę ze szczególną pasją, bo jedną z jego ofiar była dziewczyna dziennikarki.

E jak ekspert

W odróżnieniu od większości policjantów (patrz "P jak psy") może zrobić wrażenie na płci przeciwnej nie tylko siłą swojego intelektu. Ten z "Mementa" nazywa się Jacek Wilczyński, jest profesorem uniwersyteckim, zajmuje się nazistowskimi spiskami i najwyraźniej biblioteczny kurz nie szkodzi mu na urodę, bo bardzo przypomina Daniela Craiga. I choć między nim a Anetą, minister obrony narodowej po przejęciu władzy przez partię kobiet, zaczyna iskrzyć, to, niestety, happy endu nie będzie - naziści wciąż trzymają się mocno (patrz "N jak naziści").

G jak Główny

Dworzec Główny. Odgrywa kluczową rolę w kilku opowieściach. To tu czeka na Joannę żołnierz Krzysztof, zaniepokojony wieściami o seryjnym mordercy grasującym w mieście. Tu spotykają się Iga i Witek, młodzi architekci, którzy przyjeżdżają do Wrocławia za chlebem, nie wiedząc, że ta decyzja to kiepski pomysł. To na dworcu poznajemy Karla Huntera, potomka dawnych breslauerów, który trafia do Wrocławia, żeby prowadzić śledztwo w sprawie zagadkowych morderstw. A przy okazji - wskrzesić Hitlera.

K jak korki

Gdyby nie one, przynajmniej jedna z kryminalnych intryg zakończyłaby się w zupełnie inny sposób. Policjantka Joanna z "Maskarady" utknęła w nich jednak na dobre. Choć może dzięki temu zachowała życie - gdyby na czas dotarła do klubu gejowskiego, dowiedziałaby się, że groźny Elegant w skórzanych rękawiczkach to jej własny szef, który tej wiedzy na pewno by jej nie wybaczył. Z kolei w "Leć, leć ku niebu" korki spełniają tę samą rolę co rozmowy gangsterów o hamburgerach w "Pulp fiction" - spowalniają akcję i pozwalają nam dowiedzieć się, z czym na co dzień - poza pracą w policji - musi mierzyć się policjantka Anka.

L jak Literatka

Ulubione miejsce spotkań. Tutaj, nie zwracając uwagi zwykłych gości, spotykają się członkowie Grupy Wsparcia, byli pensjonariusze szpitala psychiatrycznego, którzy pod kierownictwem swojego lekarza dokonują zemsty na nieuczciwych doradcach finansowych kierujących inwestycjami ze szkodą dla swoich klientów. Tu Iga i Witold, bohaterowie "Kruczego pióra", umawiają się na pierwszą randkę przy malinowej herbacie Dilmah, nieudaną, bo przerwaną desantem autorów zaproszonych na Festiwal Kryminału. Tu wreszcie, już po śmierci Igi, Witold szuka pomocy u Alicji, dziennikarki śledczej (patrz: "D jak dziennikarka śledcza").

M jak morderca

Jak w każdym dobrym kryminale, i tu może być nim każdy. Szanowany lekarz psychiatra, wielbicielka twórczości Macieja Słomczyńskiego, policjant, nauczycielka z podstawówki, architekt, ochroniarz w biurowcu, a także członkowie tajnej organizacji. Motywy? Zemsta, nienawiść do kobiet lub dzieci, zazdrość, wiara w zjawiska nadprzyrodzone, np. zegary, które potrafią cofnąć czas, albo chęć przejęcia władzy nad światem. Często także literatura (patrz: "A jak Alex").

N jak naziści

Mimo że od zakończenia II wojny światowej minęło 65 lat, są wciąż aktywni i nie ustają w próbach zagarnięcia władzy nad światem. A w zakończeniu "Memento", tekstu z pogranicza kryminału i political fiction, są całkiem bliscy spełnienia swojego celu. Kluczową rolę odgrywa tam Karotechia, stowarzyszenie magów, którzy wspierali Hitlera swoimi mocami. Dwóchjej członków żyje do dziś. Znaleźli nowych sprzymierzeńców, dzięki którym w Europie zaczyna szaleć Memento - niszcząca siła, która zmiata polityków i obala rządy, posługując się narkotykami, hipnozą, magicznymi rytuałami. Wszystko po to, żeby zdestabilizować sytuację na świecie i doprowadzić do władzy Czwartą Rzeszę. Kulminacja tej pełnej grozy wizji następuje w Hali Stulecia na Jarmarku Astralnym. Z kolei w "Zegarze czasu" tematem rozgrywki jest walka między nazistami a komunistami. Chodzi tu o zegar, który pozwala cofnąć czas. Dzięki niemu wielbiciele Stalina zamierzają wrócić do 1950 roku. Chce im w tym przeszkodzić niemiecki detektyw, który z kolei chciałby powrotu Hitlera.

Dlaczego naziści tak uparli się na Wrocław? "Ta część Europy była wierna nazistom do końca wojny" - czytamy w "Zegarze czasu". "Po 1945 roku znalazła się w granicach PRL, ale jej niemieccy mieszkańcy mieszkali tu jeszcze w latach 50".

O jak Odra

Nadrzeczna mgła wydaje się spowijać całe miasto. I jest w niej coś złowrogiego. Nic dziwnego - w "Leć, leć ku niebu" rzeka staje się grobem dla kilkorga małych dzieci, które uwierzyły w zapewnienia swojej oszalałej nauczycielki, że w magicznej czapeczce nauczą się latać. Nauka latania odbywa się na wrocławskich mostach, gdzie po uśmierceniu Wanda, czyli po godzinach Wendy i jej brat Piotr vel Piotruś Pan zostawiają tajemnicze znaki - dwie kłódki z inicjałami bajkowych postaci, haftowaną chusteczkę, tabliczkę wbitą w ziemię. A że policja z lekturami jest na bakier, śledztwo ruszy do przodu dopiero za sprawą sześcioletniej Julki.

P jak psy

Inaczej: gliniarze, hycle, rzadziej - policjanci. Zazwyczaj zmęczeni, wymięci, z nieudanym życiem rodzinnym, którego pozory próbują nieumiejętnie zachować. Zaniedbani, nieatrakcyjni. Ich zmartwienia to psujące się samochody, brak czasu dla bliskich i praca. "Fryzjera i kosmetyczki nie widziała od miesięcy, a największym szczytem schludności było użycie bezzapachowego mydła podczas wieczornych kąpieli. Chanel poszła w odstawkę, seksowna bielizna do Czerwonego Krzyża, a nadzieja na lepsze jutro - w jasną cholerę" - to o Ance z "Leć, leć ku niebu". Wyjątkiem jest Adam Lasocki, nowy komendant główny wrocławskiej policji, bohater "Maskarady" - zabójczo przystojny brunet, zawsze zadbany, ubrany w doskonale skrojone markowe garnitury, jeżdżący srebrnym BMW. Jednak okazuje się, że - jak policjantka Joanna - zbyt szybko daliśmy mu się uwieść. I że za tą gładką powierzchownością kryje się drugie, złowieszcze oblicze. Cóż, trzeba przywyknąć do myśli, że dobry glina to ten, co bez umiaru opycha się pączkami, pozwala się porzucać kolejnym żonom, chodzi w dziurawym swetrze i wymiętym garniturze, a w toalecie używa wyłącznie szarego mydła.

S jak sprzątanie

Odbywa się w każdym z opowiadań. Sprząta się niewygodnych świadków, kochanków podejrzewanych o zdradę, nieuczciwych doradców finansowych, seryjnych morderców i policjantów. Ale też sprząta się w sensie dosłownym. W "Sprzątaczach" grupka licealistów zajmuje się tym z dużą niechęcią w parku Szczytnickim, w ramach akcji "Dzieci segregują śmieci". Podczas sprzątania znajdują dwa ciała - jedno mocno zdekompletowane, drugie w całości. I sprzątacza, który ma zupełnie inne wyobrażenie, jeśli chodzi o porządek w parku. Według niego z okolic pergoli trzeba uprzątnąć wszystkie atrakcyjne kobiety, także te w wieku licealnym.

W jak Wroclaw

Miasto spotkań, miasto mostów, miasto nurków - jak komentuje policjant prowadzący śledztwo w sprawie utopionych w Odrze dzieci (patrz "O jak Odra"). Jego koledzy dodaliby - miasto korków. Miejsce akcji większości opowiadań. W dwóch przypadkach, gdzie wyprawiamy się do Milanówka lub na niezidentyfikowaną wieś, ważny punkt odniesienia. Jako taki rodzi sentymentalne wspomnienia - policjant z "Cichych domków" pamięta Wrocław sprzed lat, z czasów wspólnej roboty z niejakim Sławkiem, kiedy to w przerwach popijali czerwone wino i palili pall malle, których widocznie stolica nie była mu w stanie zapewnić. Ofiara z opowiadania "Motyl" wspomina "fajne klimaty" z ulicy Włodkowica. Oglądane z bliska miasto może nie tyle traci, co wydaje się dużo groźniejsze. Tym bardziej że autorzy opowiadań piszą je niejako wbrew utartemu sposobowi myślenia wrocławskich czytelników - seryjny morderca grasuje nie w Trójkącie, ale na spokojnym Sępolnie, jego kolega morduje w centrum miasta, niebezpiecznie jest też wpaść z odwiedzinami do gościa hotelu Tumskiego. Nawet niewinny spacer po parku Szczytnickim może się zakończyć przymusowym porcjowaniem zwłok pod okiem zwyrodnialca. Ba! Można nawet siedzieć obok mordercy przy bezkrwawym obiedzie w wegetariańskim barze Vega.

Z jak zepsucie

Najgorsze jest jednak wewnętrzne zepsucie mieszkańców metropolii - trudno się dziwić, że to właśnie tu koncentrują się wysiłki nazistów zmierzających do przejęcia władzy nad światem, skoro po samobójczym skoku pewnego posła policja znajduje w jego mieszkaniu zdjęcia, na których on sam, w różowej podomce, okłada pejczem odzianego w lateks młodzieńca.

Magda Piekarska

Gazeta Wyborcza Wrocław, 25.06.2010